poniedziałek, 21.05.2018

Spektakle

Scena DużaXXI Olsztyńskie Spotkania Teatralne - POŁAWIACZE PAPIERU/ DOM BERNARDY ALBA


Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego

22.03.2013
piątek
godz. 18:00
Scena w CEiIK-u
1:50 /antrakt/

POŁAWIACZE PAPIERU
na motywach Zamku Franza Kafki

scenariusz, reżyseria i opracowanie muzyczne:
Zbigniew Szymczyk
scenografia i kostiumy:
Marek Tybur

W przedstawieniu wykorzystano muzykę Wojciecha Kilara z filmów: Salto i Perła w koronie, tradycyjną muzykę klezmerską i utwór Time Lapse Michaela Dymana

występują:
Artur Borkowski
Mateusz Kowalski
Radomir Piorun
Mariusz Sikorski
Zbigniew Szymczyk
Robert Wieczorek


DOM BERNARDY ALBA
na motywach dramatu Federico Garcii Lorki


reżyseria i choreografia:
Zbigniew Szymczyk

scenografia:
Marek Tybur

kostiumy:
Wanda Kowalska

opracowanie muzyczne:
Jacek Aumüller, Piotr Salaber, Zbigniew Szymczyk

światło:
Bary

obsada:
Ewa Czekalska
Agnieszka Charkot
Agnieszka Dziewa
Paulina Jóźwin
Agnieszka Kulińska
Monika Rostecka-Komorowska
Katarzyna Sobiszewska


Od Teatru: Tajemniczy K. to typowy everyman, bohater zniewolony i zagubiony, który staje przed upersonifikowaną alegorią władzy i systemu urzędniczego sterującymi jego działaniami. Przechodzący przez tryby machiny urzędniczej K., z każdym dniem pogrąża się w coraz bardziej absurdalnej rzeczywistości, a walka z systemem zdaje się nie mieć końca.
Przedstawienie zrealizowano w konwencji teatru absurdu, gdzie autonomiczna wizja świata nabiera charakteru parabolicznego. Odrzucone zostały związki przyczynowo-skutkowe, a włączono do fabuły elementy nadrealizmu.
Jedną z głównych inspiracji była specyfika języka urzędniczego jako niedoskonałego środka komunikacji, podatnego na socjotechniczne nadużycia.

Od Teatru: Sztuka Lorki odczytana została jako historia wyznaczania granic dozwolonych form seksualności oraz definiowania tego, co jest normalne, moralne i naturalne. Źródłem egzystencjalnego dramatu staje się swoista szczelina pomiędzy ciałem pragnącym rozkoszy i bliskości, a jego reprezentacją, która, będąc pod ciągłą restrykcją matczynych nakazów, ukazuje ciała córek w sytuacjach granicznych – pożądania, miłości, śmierci.
Matka starająca się wyobcować córki z popędowej natury ciała, wprowadza do porządku domowego dyscyplinę – efektywny instrument władzy nad tożsamością każdej z nich. W tym domu nie okazuje się rodzicielskiej miłości, nie ma pobłażania dla wybryków młodości. Każda oznaka emancypacji zostaje brutalnie obalona. Niebezpieczna gra pomiędzy budzącym się pożądaniem a zniewalającym wpływem matki rozpoczyna się, kiedy w domu pojawia się mężczyzna.

- Poławiacze papieru i Dom Bernardy Alba to spektakl składający się z dwóch niezależnych od siebie części /…/. Różnice między nimi dowodzą jak rozmaite formy może przybrać twórczość odwołująca się do podobnych źródeł.
Pierwsza część, Poławiacze papieru jest znacznie bardziej skondensowana. Spójność przejawia się na wielu płaszczyznach. Wystarczy przywołać niezwykle pomysłowy sposób wykorzystania rekwizytów, które zmieniają swoje funkcje w zależności od scenicznych potrzeb. Zarysowująca się akcja także przybiera formę skrótu akcentującego kilka podstawowych wątków prozy Kafki, czyli m.in. sąsiadującą z poczuciem alienacji świadomość uwikłania w mechanizmy nieprzychylnej rzeczywistości. Dzięki temu widowisko, zgodnie z zamierzeniem reżysera, zyskuje paraboliczny charakter.
Przypowieść przypomina również Dom Bernardy Alba. Zwięzłość została jednak zastąpiona bardziej otwartą formułą. Płynniejsze ruchy aktorek chwilami kojarzą się z taneczną zwiewnością, natomiast większe zróżnicowanie rekwizytów zastępuje widoczną w pierwszej części estetyczną ascezę. Ukazywana historia okazuje się podszyta namiętnością i intensywnymi emocjami, co nie powinno dziwić, zważywszy że celem twórców było ukazanie sprzeczności zarysowujących się między cielesnością a wymogami kultury.
Największa wartość Poławiaczy papieru wynika z udanego wykorzystania estetycznych możliwości tkwiących w teatrze pantomimy. Gra aktorów jest godna podziwu, a pozostałe środki estetyczne dopełniają całości, składając się na przemyślany i, co ważne, atrakcyjny dla publiczności występ. Z kolei paraboliczny charakter obu fragmentów niesie ze sobą duży potencjał interpretacyjny, dzięki któremu spektakl jest zarówno sprawnym widowiskiem, jak i impulsem do ponownego przemyślenia klasyki.
Katarzyna Lisowska, „Dziennik Teatralny” 2012

- Na scenę wróciła – pisze Krzysztof Kucharski – jedna z legend Wrocławskiego Teatru Pantomimy – Ewa Czekalska. Wróciła po ponad trzydziestu latach, a w jakiej formie, można się przekonać oglądając Dom Bernardy Alba. Reżyser przedstawienia nie wyobrażał sobie, by w domu pobożnej i surowej Bernardy A. rządy silnej ręki mógł wprowadzić ktoś inny niż Ewa, i się nie mylił, bo aktorka nie straciła nic ze swoich środków wyrazu, które dziesiątki razy oklaskiwaliśmy jeszcze w spektaklach tworzonych przez Henryka Tomaszewskiego. Ewa Czekalska grała przeważnie wyniosłe damy, kobiety chłodne z nieziemską, ascetyczną precyzją i taka jest w roli Bernardy.
Bohaterki tego mrocznego dramatu poznajemy, gdy z wielkimi gromnicami wracają z pogrzebu. To matka i jej pięć córek. Każda z nich dostaje symboliczną czarną woalkę mającą przysłaniać jej twarz. W tym miejscu reżyser, a też scenarzysta mimodramu, zmienia narrację i koncentruje się tylko na emocjach i uczuciach. Odrzuca fabularne detale. Alba, po śmierci męża i ojca ich córek, wprowadza do domu bezwzględną żałobę. Ciężkimi kotarami pozasłaniane są nie tylko okna, ale też… lustra. Takie zasłonięte lustro jest najważniejszym elementem scenografii.
Nie znajdziemy w domu Alby nawet cienia rodzinnych uczuć. Córki kontrolują się nawzajem i na siebie donoszą matce, która za każde wykroczenie surowo karze. Córki są młodymi, pięknymi kobietami. Buzują w nich hormony, tęsknią za miłością. Nic też dziwnego, że w nocy wykradają się na randki. Ukradkiem przeglądają się w lustrze. Gdy jedna z córek na spotkanie z ukochanym wkłada kolorową sukienkę w grochy, zazdrosne siostry natychmiast informują o tym matkę. Atmosfera robi się coraz cięższa, a takich konfliktów, spięć jest więcej /…/.
Premierze opowiadającej o domu samotnych kobiet towarzyszyła męska etiuda pantomimiczna według najlepszych wzorców twórcy wrocławskiego teatru mimów – Poławiacze papieru /…/. Etiuda jest oczywiście popisem warsztatowym Mariusza Sikorskiego w roli Józefa K. To sięga czasów kształtowania się warsztatu mimów Henryka Tomaszewskiego w latach 60. ubiegłego stulecia. Potem przekształciło się to w codzienne tak zwane lekcje, czyli rozgrzewkę przed prawdziwą pracą. Na scenie oglądamy jak gdyby kanon Mistrza. Proszę też zwrócić uwagę na klasyczną konstrukcję postaci: Komornika granego przez Radomira Pioruna czy Sędziego Artura Borkowskiego. Mimika, gest, układ ciała – to wszystko tworzy sugestywne i czytelne znaki. Doskonale rozumiane bez słów.

„ Polska Gazeta Wrocławska” 2012


Galerie zdjęć ze spektaklu


Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013 oraz Budżetu Państwa.